MTB to nie kolarstwo szosowe, tu raczej każdy jedzie na siebie. Ale bywają takie momenty gdy współpraca jak na szosie bardzo by się przydała. Szczególnie na mocno ubitych lub asfaltowych drogach, których jest dość sporo na maratonach w centralnej Polsce. Niestety panuje jakieś dziwne przekonanie, że lepiej się nie wychylać, bo jeśli ja pociągnę grupę to nikt mi nie da zmiany, ujadę się, a reszta skorzysta z mojej pracy. Przykład, że to błędne myślenie dał mi zupełnie przypadkowo, nie byle kto, bo sam Czesław Lang w trakcie ubiegłorocznego maratonu w Warszawie w ramach Skandia Maraton.

Czy ktoś z Was, starych wyjadaczy, pamięta, jak zaczynał swoją przygodę z maratonami? Pewnie nie bardzo. Wielu się nie przyzna, jak zaczynali bo może wstyd i głupio. Ale każdy kiedyś był nowicjuszem. I właśnie do takich osób jest adresowany ten tekst. Dla tych, którzy stają na starcie po raz pierwszy i nie mają zielonego pojęcia co ich czeka.