Nauczmy się jeździć w grupie

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

MTB to nie kolarstwo szosowe, tu raczej każdy jedzie na siebie. Ale bywają takie momenty gdy współpraca jak na szosie bardzo by się przydała. Szczególnie na mocno ubitych lub asfaltowych drogach, których jest dość sporo na maratonach w centralnej Polsce. Niestety panuje jakieś dziwne przekonanie, że lepiej się nie wychylać, bo jeśli ja pociągnę grupę to nikt mi nie da zmiany, ujadę się, a reszta skorzysta z mojej pracy. Przykład, że to błędne myślenie dał mi zupełnie przypadkowo, nie byle kto, bo sam Czesław Lang w trakcie ubiegłorocznego maratonu w Warszawie w ramach Skandia Maraton.

 

Spotkanie z mistrzem
W drugiej części trasy, gdzie był bufet i rozjazd na różne dystanse, zwarta i dość duża grupa rozsypała się. Jedni pojechali na dłuższy dystans, drudzy zwolnili na bufet, reszta, w tym ja, skręciła na krótszy dystans do mety. Po tym chwilowym zamieszaniu okazało się, że jadę sam, daleko przede mną jechała mała grupka, za mną też dość daleko pojedynczy zawodnicy. Wiatr przeciwny, asfalt i długa, ponad 5 km prosta droga. Co robić? Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to ścigam grupkę przede mną nie oglądając się za siebie. Jednak dość szybko poczułem, że samemu z przeciwnym wiatrem nie mam szans. Spojrzałem za siebie i okazało się, że jeden zawodnik mocno się zbliżył. Poczekałem więc na niego, by we dwóch spróbować dogonić grupkę. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że to sam Czesław Lang!

 

Mistrz - nauczyciel
Od razu gdy mnie doszedł wyszedł na prowadzenie pokrzykując żebym złapał koło. Dał mocną zmianę, po czym zjechał lekko na bok dając mi znać, że teraz moja kolej. Też mocno pociągnąłem, zresztą nie mogłem inaczej, bo nie wypadało wieźć się na kole kogoś takiego jak Czesław Lang. Jego zmiany były bardzo mocne co chwila bałem się, że mi odjedzie. Trudno było utrzymać koło. Na swoich zmianach starałem się jechać tak mocno jak on. W efekcie naszej współpracy bardzo szybko zmniejszaliśmy dystans do grupki przed nami. Czesław Lang cały czas pokrzykiwał żebym nie pękał, że zaraz ich dojdziemy, żebym dawał krótsze zmiany, ale mocniejsze, żebym trzymał blisko koło i odpoczywał z tyłu. Czułem się jak junior w trakcie treningu, mimo iż na karku czterdzieści wiosen mam. Na początku, myślałem, że po jakimś czasie opadnie on z sił i zostanie z tyłu, w końcu nie jest już młodzieniaszkiem, a okazało się zupełnie co innego. To on nadawał tempo kolejno doganianym grupom i to inni odpadali przy nim.

 

Dobrze naoliwiona maszyna
Gdy dogoniliśmy pierwszą grupkę musiałem trochę odpocząć na końcu grupy. Złapał mnie kryzys, ale na szczęście na krótko. Czesław Lang natomiast zaczął instruować innych, jak efektywnie jechać w grupie kilkuosobowej, było nas 5-6 osób. Przede wszystkim zganił trochę tych co się wieźli na kole. Tych co jechali z przodu poinstruował w jaki sposób wchodzić na zmiany i jak z nich schodzić, żeby jazda była bardzo płynna i dawała dużą prędkość grupie. Z początku wszyscy spoglądali po sobie, kto tu się tak mądrzy i poucza, ale gdy zobaczyli, że to Czesław Lang zabrali się do pracy.
Kolejno dochodziliśmy następne grupki. Wystarczyło dać ludziom kilka cennych wskazówek, jak się ustawić w szyku, jak dawać zmiany, by po kilku kilometrach nasza grupa jechała, jak dobrze naoliwiona maszyna połykając kolejne innych.

Nasza grupka, z tyłu Czesław Lang (fot. Maciej Lipowiecki)

 

Cenne rady
Najważniejsze wskazówki, jeśli dobrze pamiętam, były mniej więcej takie, że nie ma wożenia się na kole. Wszyscy po kolei wychodzą na zmiany. Ten co prowadzi grupę schodzi przy skraju drogi, a Ci co wychodzą na prowadzenie robią to od środka drogi. Schodzący z prowadzenia schodzi na sam koniec, by mieć jak najwięcej czasu na odpoczynek przed kolejnym wyjściem na przód. Zmiany lepiej dawać mocne i krótkie, niż długie a trochę słabsze. Oczywistym jest, że ktoś może w końcu nie wytrzymać tempa, siła wyższa, ale nie powinien wtedy wjeżdżać w środek grupy i ją rozrywać tylko zejść na koniec i jechać ile się da tempem grupy lub puścić koło i jechać swoim rytmem.

 

Współpraca się opłaca
Dzięki temu przypadkowemu spotkaniu na maratonie z Czesławem Langiem nauczyłem się, że warto współpracować w grupie i co ważne, jak to robić sprawnie i płynnie. Jestem pewien, że jadąc samemu osiągnąłbym znacznie gorszy wynik i nie dogonił żadnej grupki. Paradoksalnie, zwalniając, i czekając na zawodnika za mną – Czesława Langa - w końcowym rozrachunku znacznie przyspieszyłem.
Tak więc koleżanki i koledzy czas skończyć z rozglądaniem się na boki, kto ma prowadzić grupę. Nauczmy się współpracować, a walkę o miejsca zostawmy sobie na ostatnie metry. 

arti