Zanim wystartujesz pierwszy raz w MTB

Ocena użytkowników: 3 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Czy ktoś z Was, starych wyjadaczy, pamięta, jak zaczynał swoją przygodę z maratonami? Pewnie nie bardzo. Wielu się nie przyzna, jak zaczynali bo może wstyd i głupio. Ale każdy kiedyś był nowicjuszem. I właśnie do takich osób jest adresowany ten tekst. Dla tych, którzy stają na starcie po raz pierwszy i nie mają zielonego pojęcia co ich czeka.

 

Rower a rower
Podstawowa rzecz na maratonie to rower. Jeśli do tej pory jeździłeś/jeździłaś na jakimś swoim starym sprzęcie to nie wariuj i nie kupuj nowego przed pierwszym startem, by tylko profesjonalnie wyglądać. Jest takie powiedzenie, że sprzęt sam nie jeździ. Wystartuj parę razy, zobacz czy to jest dla Ciebie i jeśli Cię ta pasja pochłonie całkowicie to pomyśl o zmianie roweru.

 

Oczywiście możesz zaszaleć od razu, wszystko jest kwestią Twoich możliwości finansowych ale nie oszukuj się, rower sam nie pojedzie. Trzeba wylać siódme poty, by dojechać do mety. Jeśli już zdecydujesz się na zakup nowego roweru to niech będzie to coś markowego. Znana marka to zawsze jakaś minimalna gwarancja jakości, trwałości i dobrego serwisu.

 

Dodatki
Pierwsze maratony przejeżdżałem nie myśląc nawet, że przydałoby się mieć dętkę i pompkę. Wsiadałem i jechałem przed siebie choć w każdych zawodach widziałem takich, którzy łapali gumy. Możesz przejechać kilkanaście maratonów i gumy nie złapiesz, ale i w pierwszych zawodach od razu możesz nie mieć szczęścia (czego Ci nie życzę). Lepiej mieć dętkę ze sobą i jej nie użyć przez cały sezon niż raz jej zapomnieć. Możesz ją sobie przymocować taśmą do rury podsiodłowej, wozić w kieszonce koszulki czy w małym plecaczku. Choć dla mnie najlepsze miejsce to pod siodełkiem na stałe przymocowana do roweru. Mam pewność, że nigdy o niej nie zapomnę.

 

Podstawą jest też komplet kluczy, bo w tak ekstremalnych warunkach dzieją się różne rzeczy. Zawsze coś się może poluzować, lekko uszkodzić w małej kraksie czy upadku i wtedy klucze są nieodzowne. No i z własnego doświadczenia dodam, że skuwacz do łańcucha też warto mieć. Raz (pierwszy i jedyny) nie miałem go i bardzo tego żałowałem.

 

Krótko mówiąc, przed startem powinieneś mieć dętkę, pompkę, łyżki, by sprawniej poradzić sobie z wymianą dętki, klucze i skuwacz do łańcucha.

 

A czego nie brać ze sobą na maraton? Zdejmij z roweru wszelkie niepotrzebne dodatkowe elementy typu bagażniki, koszyki, lampki, a nawet błotniki. Będą Ci tylko przeszkadzać. Uwierz na słowo albo przekonaj się na własnej skórze, jeśli lubisz uczyć się na własnych błędach.

 

W „pampersie” czy bez?
Jeśli jesteś totalnym nowicjuszem możesz nie przywiązywać wagi do stroju aż tak bardzo. Może Cisię wydawać, że ubiór na rower to rzecz mniej istotna niż sam rower, narzędzia itp., no bo co to za różnica czy jadę w zwykłym T-shircie czy w koszulce kolarskiej. A jednak różnica jest kolosalna, zwykły t-shirt kiedy nasiąknie potem, będzie sporo cięższy i zacznie się niemiło przyklejać do ciała. Natomiast typowe koszulki rowerowe są wykonane z bardzo przewiewnych i lekkich materiałów, więc jedzie się w nich bardzo komfortowo, a ponadto mają z tyłu trzy bardzo przydatne kieszonki, w których można zmieścić całkiem sporo rzeczy (np. klucze, skuwacz, coś na ząb itp.).

 

Jednak ważniejsze od koszulki są spodenki kolarskie, gdyż chronią – dosłownie – bardzo delikatną część ciała. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów w nierównym terenie bez spodenek z wkładką, można zafundować sobie niemiłe obtarcia. Zresztą podobnie będzie gdy spodenki kolarskie będą za duże. Lubisz lub nie, ale spodenki powinny być dobrze dopasowane do ciała.

 

Kolejna sprawa to rękawiczki. Też mogą się wydawać zbytnią ekstrawagancją, ale naprawdę spełniają swoją funkcję, chronią dłonie od obtarć i odcisków.

 

Ostatnim elementem ubioru jest obuwie. Bardzo ułatwiają jazdę buty z zatrzaskami, czyli SPD, ale jeśli przed zawodami ich nie przetestowałeś to nie rób tego na maratonie. Zrób to, co najmniej parę tygodni przed pierwszym startem. Potrenuj wypinanie i wpinanie się tak, by weszło Ci to w nawyk, wtedy dopiero zauważysz korzyści z tego rozwiązania. Dla mało wprawionych więcej jest z SPD-kami kłopotów niż pożytku.

 

Bez paliwa daleko nie zajedziesz
O samej wodzie zapomnij, to naprawdę nie jest niedzielna przejażdżka. Na szczęście napojów izotonicznych jest wiele. Są to płyny, które w pełni uzupełniają barki różnych substancji w organizmie, traconych podczas wysiłku. Trudno powiedzieć ile będziesz potrzebował takiego napoju, bo trasy i pogoda są różne. Ale na szczęście na maratonach zawsze jest co najmniej jeden bufet na trasie, na którym możesz uzupełnić braki. Tak więc nie ma sensu wozić ze sobą kilku litrów napoju i jedzenia, bo są na trasie miejsca na uzupełnianie braków.

 

Zapamiętaj sobie jedną bardzo ważną zasadę dotyczącą jedzenia i picia. Nie lekceważ tego i nie czekaj aż poczujesz lekki głód czy pragnienie, bo wtedy jest już za późno. Pić i jeść należy w miarę systematycznie co kilkanaście-kilkadziesiąt minut w małych ilościach. Chodzi o to żeby organizm miał cały czas dostarczane paliwo i nie nastąpiła przerwa, bo wtedy pojawia się nagłe zmęczenie, co nazywane jest „wyłączeniem prądu”, czujesz się wtedy jakby ktoś odciął Ci energię i opadasz z sił.

 

Jedzenie też jest ważne. Najpopularniejszym pożywieniem na maratonach są banany, ale i różne batoniki oraz żele energetyczne. Mają one za zadanie uzupełnić braki węglowodanów zużywanych do wysiłku, by mięśnie miały cały czas zapas energii do wysiłku. Dla osoby, która zaczyna przygodę z maratonami wystarczy jeden banan na drogę, najlepiej przekrojony na dwa kawałki. Łatwiej się go obiera, i łatwiej zostawić sobie drugą porcję na później. Jakby Ci Twój banan nie wystarczył to na bufecie zawsze jest coś do jedzenia.

 

Warto jednak miej coś ze sobą na starcie, bo zdarzają się wpadki organizatorom i bywają chwilowe problemy na bufetach, a trudno czekać na dostawę gdy jesteś na wyścigu.

 

Jak jechać żeby dojechać?
Wiesz już jak się przygotować do pierwszego startu. Za chwilę będziesz gnał ile fabryka dała z innymi uczestnikami maratonu. Jeśli po raz pierwszy jedziesz w tak dużej grupie to lepiej trochę zwolnij i jedź raczej z boku lub z tyłu, niech inni mogą Cię swobodnie wyprzedzać i nie przejmuj się tym, że będziesz ostatni, na początku wszyscy szarżują, ale wielu traci siły i na pewno ich dogonisz. Umiejętność rozłożenia sił jest dość istotna.

 

Staraj się nie zmieniać gwałtownie kierunku jazdy. Twoja jazda nie może powodować zagrożenia dla innych, pamiętaj żeby się niepotrzebnie nagle nie zatrzymywać. A jeśli musisz to zrobić, to nie stój na środku tylko przejdź na bok, by nie utrudniać jazdy innym. Włączając się do jazdy upewnij się, że nie spowoduje to komplikacji innym, wyczekaj moment kiedy jest jakaś większa przerwa między jadącymi i wtedy włącz się do jazdy.

 

Bądź czujny, jeśli usłyszysz za sobą okrzyk: „lewa” lub „lewa wolna” oznacza to, że ktoś chce Cię wyprzedzić i podaje stronę, którą to wykona. Nie denerwuj się na takie okrzyki, to nie jest wynik arogancji tylko zwyczajowy sposób komunikacji na zawodach.

 

Bądź też ostrożny na bufetach ponieważ tu wiele osób zwalnia pobierając picie lub jedzenie. Jedni robią to w locie, inni zatrzymują się i schodzą z rowerów. Musisz zachować tu szczególną uwagę by w nikogo nie wjechać albo żeby w Ciebie nikt nie wjechał.

 

Podsumowanie
Ja swój pierwszy maraton przejechałem w zwykłym T-shircie i adidasach (bez SPD), jedynie spodenki były z „pampersem”. Kask musiałem mieć, bo to jest wymóg regulaminowy. Ale jechałem bez żeli czy batonów energetycznych tylko z dwoma MilkyWay-ami. W jednym bidonie miałem 0,5 litra izotonika, na pierwszym bufecie się nie zatrzymałem, bo uważałem to za stratę czasu, systematycznie nie piłem bo nie wiedziałem, że tak trzeba i ostatnie 10 km umierałem na rowerze.

 

Nie miałem także dętki, ani pompki, o kluczach nie wspominając, ale na szczęście nic się nie stało. Po przekroczeniu mety wiedziałem, że nie żyję i że nic nie wiem o maratonach, ale na pewno wystartuję w następnym, mając już pierwsze wnioski w głowie. I tak startuję już 9 rok i pewnie nieprędko z tym skończę.

 

Zachęcam wszystkich do spróbowania swoich sił w maratonach mtb, a tym tekstem chcę pomóc Wam przygotować się do Swojego pierwszego startu. Oczywiście nie ma to jak własne doświadczenia i życzę wszystkim by je zdobywali, ale warto też korzystać z doświadczenia innych. Do zobaczenia na trasach.

 

arti