Trening do maratonu - napotkane problemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Artykułów z poradami dla początkujących biegaczy są setki jak nie tysiące. Sam przeczytałem kilkanaście. Większość dotyczy trenowania mięśni. Czyli ile i jak trenować, co jeść, jak odpoczywać, by poradzić sobie z maratonem i nie zrobić sobie krzywdy. Jednak trening to także innego rodzaju kwestie i o nich chciałem napisać. 

Tytułem wstępu, biegaczem jestem początkującym, ale sport w moim życiu jest od dziecka. W formie dość usystematyzowanej trenuję swoje ciało regularnie od 11 roku życia z małymi przerwami (a strzeliła mi już 40-tka). Najpierw była to piłka nożna, potem kolarstwo mtb, a ostatni rok bieganie. Sam wysiłek fizyczny w trakcie treningów do pierwszego w życiu maratonu nie mógł mnie zaskoczyć, bo to dla mnie codzienność, ale parę rzeczy mnie zaskoczyło. Co to było i jak sobie z tym poradziłem przedstawiam poniżej.

Maraton Warszawski 2013, bufet na ul. Puławskiej, Fot. Artur Więckowski

Nuda Panie, nic się nie dzieje
Zwiększając dystans w miarę trenowania, zaczął się pojawiać problem wolno mijającego czasu i dystansu. Bieg powyżej 1 h zaczynał być psychicznie nie do zniesienia. Pojawiało się wiele myśli, które działały destrukcyjnie na motywację. Odczuwałem spory dyskomfort psychiczny, mimo iż fizycznie czułem się stosunkowo dobrze. Przychodziły myśli w stylu „długo jeszcze?”, „weź to olej”, „po co Ci to bieganie?”. Musiałem sobie z tym jakoś poradzić, bo rezygnacja z maratonu nie wchodziła w grę. Próbowałem biegać z muzyką, ale ona nie była w stanie zagłuszyć tych natrętnych myśli. Wymyślałem różne trasy. Skutecznym okazało się dopiero świadome kierowanie myśli na wykonanie zadania (na treningu). Pomocne też okazało się dzielenie w myślach trasy na konkretne odcinki, do kolejnego zakrętu, do kolejnej ulicy. Dzięki temu nie myślałem o całym treningu np. 25 km, a jedynie o kolejnych odcinkach, które sobie odhaczałem. 

Drugie śniadanie Mistrzów
Na zawodach są odpowiednio rozstawione bufety więc nie ma problemu z systematycznym dostarczaniem organizmowi niezbędnych składników do wysiłku. Niestety podczas długiego treningu, powyżej 2h, musimy o to zadbać sami. Nie ustawimy sobie przecież paru znajomych na trasie, by podawali nam banana czy izotonik. Tak więc prowiant trzeba mieć ze sobą, a to powoduje już pewne problemy. Najgorzej rzecz się ma z piciem, bo objętościowo i wagowo to „gabaryty”. Banana można pokroić na mniejsze kawałki i włożyć do kieszeni spodenek (raczej nie przeszkadzają), żel energetyczny tym bardziej, ale z piciem jest gorzej. Rozwiązanie typu pas z bidonem, jak dla mnie się nie sprawdził. Podczas biegu bidony mocno podskakują i obijają się o ciało. Trudno o nich zapomnieć i skupić się na samym treningu. Po różnych próbach biegałem z bidonami w dłoni. Jest to jednak rozwiązanie z cyklu mniejsze zło. Optymalnego, dobrego rozwiązania chyba nie ma. 

Biegowy GPS – wyznaczanie trasy
Krótkie treningi, takie do 10 km robiłem w parku, biegając kilka rund. Raz spróbowałem na takiej rundzie około 1,3 km przebiec 20 km. Dałem radę, ale nie polecam takiego rozwiązania, bo przy 10 okrążeniu ma się wszystkiego serdecznie dość. Zdecydowanie najlepszym dla mnie rozwiązaniem stało się bieganie jednej dużej rundy, adekwatnej do zaplanowanego dystansu. Wytyczałem trasy, tak by unikać, ile się da, skrzyżowań oraz innych przeszkód (przymusowych spowalniaczy). Świadomie biegałem po mieście, a nie w odludnych miejscach (lasach), ponieważ one powodowały u mnie znużenie i monotonię, o której wspominałem wcześniej. Biegnąc w mieście wiele się dzieje w około i łatwiej znieść monotonność biegu. Miejski gwar skutecznie odstrasza natrętne myśli. Kilka treningów męczyłem się wymyślając różne warianty trasy, aż okazało się, że najlepiej biega mi się po jednej dużej pętli. Obmyślając trasę warto tak ją poprowadzić, by unikać bardzo długich prostych odcinków, ale też nie robić labiryntu ciągłych zakrętów. 

Na mecie Półmaratonu Warszawskiego 2015, Fot. Archiwum prywatne

Nagłe postoje
Ostatnim problemem po części wynikającym z biegania w mieście były przymusowe postoje na czerwonym świetle. Czym innym jest naturalne zatrzymanie się i przejście do marszu kiedy czujemy lekkie zmęczenie, a czym innym jest konieczność zatrzymania się przez zastane okoliczności na ulicy. Przy długim biegu bardzo ważną rolę odgrywa optymalny rytm. Wytrącenie z niego powoduje konieczność ponownego szukania najwygodniejszej pozycji i tempa. A należy zaznaczyć, że przy prawie 3h biegu wszystko urasta do granic problemu. Każdy zbędny ruch, każde inne napięcie mięśni utrudnia pokonywanie kolejnych kilometrów. Nie da się w mieście wyznaczyć jednej długiej na 20-30 km pętli bez skrzyżowań. Można tylko minimalizować ich ilość lub odpowiednio wcześniej kontrolować zmieniające się światła i dobiegać na zielone. Ale mimo wszystko chyba łatwiej znieść taki przymusowy przystanek niż monotonne bieganie po ciągle takim samym lesie. 

Maraton tuż, tuż!
Problemy, które opisałem są moimi subiektywnymi spostrzeżeniami, które napotkałem w trakcie przygotowywania się do Maratonu Warszawskiego (2015). Być może są to problemy osoby początkującej, nie przyzwyczajonej do jednostajnego biegu 2-3h. Możliwe, że po kilku latach treningów część z nich sama znika, bo się człowiek do różnych trudności przyzwyczaja, jednak pewnie się o tym nie przekonam, bo dziś wiem, że to nie moja bajka. Pomysł, by przebiec maraton zrodził się prawie rok temu. Chodzi o to, by go zaliczyć jako pewne trofeum i poczuć, jaki to wysiłek. Na początku, pojawiła się zupełnie irracjonalna myśl, by złamać magiczne 4 h. Teraz po miesiącach treningu i przebiegnięciu około 800 km wiem, że każdy czas poniżej 4,30 h, będzie dużym sukcesem, a jeśli się nie uda to nie będę tego wyniku poprawiał w kolejnych latach.

Co po maratonie?
Maraton to jednorazowa przygoda. Może będę biegał dalej, ale raczej tak do 10 km, bo to ma jeszcze jakiś sens. W następnym roku wrócę pewnie do swojego mtb, gdzie adrenalina jest większa, więcej się dzieje i dynamika wysiłku wyższa, choć znacznie krótsza, ale już bez napinki na wynik. A może pogodzić rower z bieganiem, dołożyć pływanie i spróbować swoich sił w triathlonie?
Zobaczymy.
Na razie do zobaczenia na trasie Maratonu Warszawskiego, po którym na łamach fotolinks.pl podzielę się swoimi wrażeniami z biegu.

 

Artur Więckowski
nr startowy 8981